Poważna kobieta

Poszłam na badanie krwi. Pani pielęgniarka była konkretną formalistką. Wskazała mi miejsce. Usiadłam, wcześniej opierając o szafkę torbę z lapkiem. Założyła mi pasek na prawą rękę, poinstruowała co mam robić, później wkuła igłę, gdy usilnie starałam się śpiewać dziwne pioseneczki w cichości swego serduszka. Pyknęła fiolki mojej cennej krwi, zręcznie wymieniła igłę na wacik, znów konkretnie instruowała – zgiąć rękę, pięć minut, nie będzie siniaka. „To wszystko, do widzenia”.

Wstałam, chciałam wyjść, ale mózg krzyknął: „Ej mała, jeszcze laptop”. I nagle… stanęłam jak wryta. Zdałam sobie sprawę, że mimo posiadania protezy – nie chwycę lapka. Mając zgiętą rękę w łokciu – też nie podniosę lapka. I takie nagle w głowie „Wtf tu się odwala. Jak to? Ja sobie tu teraz nie poradzę?! Ano, nie dziewucho, nie, potrzebujesz pomocy”. Stałam tak lekko skołowana, bunt mi się w żyłce zapienił.

Wtedy pielęgniarka delykatnie zniecierpliwiona zapytała, w czym mam problem? Powiedziałam, sama słysząc swój zdziwiony głos, że chyba nie jestem w stanie zabrać laptopa.

Obczaiła mnie. I wtedy to się stało.

Rozszerzyła delikatnie oczy, bo skumała, że tu stoi panna z hakiem. Nagle nastąpiła zmiana tonu i mimiki twarzy. Pani pielęgniarka powiedziała: „nie ma problemu”, schyliła się i uśmiechnęła. Zapytała, jak mi tę torbę zawiesić, następnie zarzuciła mi ją na lewe ramię. Ta, wciąż z uśmiechem. Chciała też otworzyć mi drzwi, ale moja duma była szybsza i obsłużyłam się sama. Pożegnała mnie – też z uśmiechem.

Naprawdę, to była pełna dyskryminacja. Jak można zmieniać tak swoje nastawienie tylko ze względu na to, czy ktoś ma rękę czy jej nie ma. 😉

A na koniec wpisu – poranna pioseneczka, którą usłyszałam w sklepie, totalnie „wynagrodziła” mi tę dyskryminację. Pamiętacie? Przecież to był hit!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *